Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reakcje na reformy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reakcje na reformy. Pokaż wszystkie posty

Blogerów sprawy sercowe


Żeby było jasne. Portal salon24.pl został założony jako platforma publicystyczna, a nie jako serwis towarzyski. Publicystyczne ambicje założycieli portalu były od początku wiadome i widoczne, nie tylko w pierwszej nazwie „niezależne forum publicystów”, z czasem zmienionej na skromniejsze „blogi, wiadomości, opinie i komentarze”, ale również w pierwszym składzie autorów. Wizytówkę portalu, firmowanego nazwiskiem uznanego dziennikarza, stanowiły blogi jego kolegów po fachu, to znaczy innych znanych polskich dziennikarzy i publicystów.



*



Do poważnego i poważanego grona ówcześnie tutaj piszących dołączyła równie poważna grupa internautów spoza świata dziennikarskiego, na ogół interesujących i wyrazistych osobowości, będących pionierami rodzącej się polskiej blogosfery. Dzięki oryginalności tych ostatnich, dyskusje pod tekstami często przeradzały się w rozmowy czy pogaduchy skrzące się inteligentnym dowcipem.



Obok działalności typowo publicystycznej, ówcześni zarządcy portalu - z sobie znanych przyczyn i dla sobie znanych celów - postanowili równolegle budować salonową społeczność, czemu służyła na przykład jawność administracyjna, dobra obustronna komunikacja pomiędzy użytkownikami a zarządem, oraz coroczne serdeczne spotkania towarzyskie blogerów, urozmaicane udziałem znanych polityków, a organizowane z inicjatywy i na koszt właścicieli portalu, z których około pięć lat temu zrezygnowano - bez podania przyczyny.



Kolejne regulaminy salonu24.pl, wprowadzane przy okazji kolejnych, nieco chaotycznych zmian organizacyjnych, nie regulowały jednak, o ile dobrze pamiętam, kwestii odpowiedzialności zarządu portalu, którego własnościowe konfiguracje zmieniały się jak w kalejdoskopie, za tworzącą się tutaj wspólnotę użytkowników serwisu: blogerów, komentatorów, czytelników.



Żaden regulamin salonu24 nie określał praw i obowiązków powstającego realnego środowiska - jako całości - dla którego twórczość blogowa w wielu przypadkach stanowiła pretekst do istotnych, chociaż może nie zawsze tak wprost określanych, osobowych spotkań - jak człowiek z człowiekiem, jak osoba z osobą - w dyskusji, w nawijce, czy choćby w nieszczęsnej internetowej nawalance - nawet jeśli odbywały się one pod osłoną ników.



*



Nie posiadam wystarczającej wiedzy o strukturze ruchu na tym portalu, ani o kosztach jego utrzymania, jaką dysponują jego właściciele, ale miałam – nie ja jedna – wrażenie, że żyje on przede wszystkim życiem naszej blogerskiej tłuszczy, jak nas określił jeden z nas, szeregowych szarych blogerów na dawnym, jeszcze szaro-niebieskim, salonie24.



Odnoszę również wrażenie, że szarzy szeregowi blogerzy czy komentatorzy, często niesforni, a czasami więcej niż niesforni, wymieszani do tego z klasycznymi trollami, z czasem stawali się niechcianym obciążeniem dla osób zarządzających tym miejscem. Wierzę, iż dla właścicieli portalu przechowywanie i przetwarzanie mnożących się w komentarzach radosnych przejawów salonowego życia towarzyskiego mogło stawać się problemem finansowym.



Komentatorzy tacy mogli być odbierani jako obciążenie, takie samo, jakim bywa niechciana ciąża, że posłużę się metaforą nawiązującą do określenia zastosowanego przez jedną z osób w prywatnej do mnie korespondencji, która odgórny gwałt na zrodzonych tutaj międzyludzkich relacjach, gwałt będący wynikiem ostatnich zmian w funkcjonowaniu salonu24, nazwała – wyabortowaniem.



Metafory powyższe nie są przesadne, skoro jeden z najbardziej aktywnych pionierów tego miejsca, bloger Follow, który zniknął stąd po którymś z wcześniejszych - nie tak rzadkich - salonowych zawirowań, założoną przez siebie stronę poświęconą niektórym co ciekawszym blogerom, którzy również z tego miejsca odeszli, zatytułował Dzieci Salonu24, i tak nostalgicznie opisał: „Jak to w życiu bywa ludzie rozpełzają się po świecie (Internecie) nie raz skłóceni z miejscami z których odeszli, więc nawet bez śladu (linka). To sobie zbieram te ślady..."



*



Śledząc losy sierot - to jest już moje określenie - po salonie24, można zobaczyć, że nigdzie i nikomu nie udało się odtworzyć tej jedynej atmosfery wirtualnej współobecności, tego fenomenu spotkania, któremu dane było kiedyś zalęgnąć się, jak nowo poczętemu życiu w łonie matki, właśnie tutaj w salonie24, chociaż, jak można sądzić, nie taki był zamysł jego twórców. Może więc zamiast o ciąży niechcianej, należy – nadal metaforycznie - mówić raczej o ciąży niezauważonej. I przez to zmarnowanej jako szansa na nowe życie, jako szansa na ożywienie tego miejsca.



W wielu krytycznych wypowiedziach na temat ostatnich zmian w funkcjonowaniu salonu24 można przeczytać o poczuciu, że salon utracił serce, które wnosili tutaj blogerzy i komentatorzy, co nadawało temu miejscu rys unikalnej oryginalności, i że toczyło się tutaj życie, które warto było czytając obserwować, i w którym warto było pisząc – współuczestniczyć. Zakładam, że zarządcom salonu24.pl, zapatrzonym w swoje własne ambicjonalne cele, nie dane było zauważyć tej swoistej wartości dodanej, tego unikalnego genius loci, który dzięki aktywności zwykłych blogerów i komentatorów pojawił się w salonowej przestrzeni.



Tytułowe sprawy sercowe można rozumieć szerzej niż tylko życie emocjonalne, szerzej niż salonowe znajomości, sympatie, przyjaźnie czy nawet miłości (pamiętam o jednym związku tutejszej blogerki z tutejszym blogerem, z którego narodziło się realne dziecko). W ujęciu biblijnym sercem nazywa się najgłębszą istotę człowieka. Być może zarządzający tym miejscem nie odebrali sercem melodii naszych serc, nie usłyszeli głosu zwiastowania pochodzącego od ducha, który zaczął to miejsce wypełniać.



*



Początkowy prestiż salonu24.pl, w którego cieple wszyscyśmy się tutaj swego czasu ogrzewali, przeminął. Do historii przeszły nazwiska sławnych publicystów z pierwszego okresu, do historii przeszedł legendarny wywiad z przechodzącym właśnie do historii prezydentem USA, do historii przeszła biała limuzyna obsługująca któryś z wieczorów wyborczych, do historii przeszły towarzyskie spotkania na Rozdrożu. Pozostali natomiast szarzy komentatorzy oraz szarzy blogerzy, którym jeszcze chciało się tutaj pisać, stwarzając tym samym pole do takiej czy innej rozmowy, a których blogi ostatnio poddano przeprowadzce do nowego salonu24 - kolorowego i obrazkowego, ale nie sprzyjającego spotkaniom i rozmowom. No i zostali właściciele, którzy nadal finansowo i organizacyjnie odpowiadają za całość przedsięwzięcia. I tak to wygląda.


15.01.2017


.

Yellow Pages


Po pierwszym wizualnym szoku stwierdzam, że w nowej - żółtej - odsłonie portalu salon24.pl nowa oprawa graficzna mojego bloga jest zdecydowanie gustowna, a co więcej świetnie dopasowana do sukienek, bluzek czy torebek, które bywają na niej reklamowane. Cieszę się, że mnie samej udało się tak spersonalizować nagłówek bloga, że nie kłóci się on kolorystycznie z reklamowym otoczeniem - z obrazami wyciskarek do soków, podudzi z kurczaków, wykrzywionych haluksów czy niedrożnych jelit.

Reklamowa pstrokacizna, która z latami rozpanoszyła się w poprzedniej - niebieskiej - wersji salon24.pl, zakłócając jego pierwotną szlachetną szaro-niebieską prostotę, stawała się coraz bardziej denerwująca dla oczu. Trzon starego salon24.pl w jego końcowym okresie tworzyły jak zawsze teksty blogerów, odgórnie coraz bardziej jednak pstrzone irytującymi reklamami. W obecnej wersji udało się zaprowadzić graficzny ład. Blogi zostały bardzo harmonijnie wbudowane w reklamowe otoczenie.

Świetnym rozwiązaniem wprowadzonym przez autorów nowej odsłony portalu salon24.pl jest oznakowanie każdego bloga wyraźnym napisem „blog”, co znacznie redukuje ryzyko pomylenia reklamy z blogiem. Dzięki temu mniej wyrobiony użytkownik internetu, który przypadkiem zobaczy na przykład tytuł obecnej notki, zostanie uczciwie ostrzeżony: to jest tylko blog, a nie reklama słynnych książek telefoniczno-reklamowych, wydawanych w słynnym żółtym kolorze.



image
















źródło ilustracji



Krótko mówiąc: lubię harmonię i mam ją. Tutaj, na swoim blogu, który stanowi teraz nienachalny tekstowy przerywnik w potoku reklam, ukryty gdzieś pod kaskadą kafelkowych obrazów i obrazków, które zdominowały główną stronę portalu, czyniąc ją być może atrakcyjną do oglądania, ale niekoniecznie do czytania. Ale powiedzmy sobie szczerze: czy jest na tym portalu co czytać?

Najlepsze pióra dziennikarskie, blogerskie i komentatorskie z początków salonu24 w większości przypadków już dawno wywędrowały stąd do innych miejsc w internecie, albo zniknęły w internetowym niebycie. Na ile przyczyna tamtego exodusu leży po stronie zarządzających portalem, a na ile po stronie samych autorów, trudno jest precyzyjnie określić i wyliczyć.

Przez lata miałam jednak możliwość zaobserwowania dwóch zjawisk, które mogły doprowadzić do obecnej posuchy: z jednej strony była to nieporadność właścicieli portalu w zarządzaniu kapitałem społecznym, który dziesięć lat temu spontanicznie zgromadził się wokół tego unikalnego internetowego projektu, a z drugiej strony mogła to być również nieporadność samych blogerów, tworzących ów społeczny kapitał, w kontrolowaniu własnych zbyt emocjonalnych reakcji na przeciwności. Być może należało być mądrzejszym i pozostawać tutaj, żeby bez zbytniego oglądania się na całość projektu, w ramach swoich blogów robić swoje. Czyli nadal pisać o tym, co uważało się za społecznie słuszne.









I jeszcze jedno: strona główna portalu w obecnej formie jest bardzo myląca. Redagowana przez administrację na modłę gazety, dodatkowo graficznie podobna do portali newsowych, sugeruje, że polecane na niej artykuły zawierają rzetelne informacje na temat polityki, gospodarki, zjawisk społecznych, nauki czy kultury, podczas gdy pod linkami najczęściej kryją się zwykłe blogi. Zwykłe - to znaczy nie tylko wyjęte spod formalnej odpowiedzialności tekstów dziennikarskich, ale często prowadzone w sposób urągający elementarnej faktograficznej rzetelności oraz intelektualnej uczciwości.

Jednak ja nie piszę o polityce czy gospodarce, ale głównie - o sobie. A na czym jak na czym, ale na sobie trochę się znam. Więc - mam taką nadzieję - nikogo nie zwodzę swoimi tekstami. Czy jednak nadal będę pisać w tym nowym otoczeniu, tego jeszcze nie wiem. Naprawdę poważne tematy udało mi się spisać na pierwotnej, szlachetnie szaro-niebieskiej wersji tego bloga. Teraz, kiedy już głównie bawię się słowem, zapewne nie będzie mi przeszkadzało pisanie w scenerii marketu, wśród kurzych podudzi oraz środków na porost włosów. Pewnym problemem pozostaje kwestia komentowania, którego przez fejsbukową wtyczkę nie mam zamiaru uskuteczniać, ale też od dłuższego czasu prawie nikt nie komentował moich tekstów. Więc nie musiałam odpowiadać. A więc spoko.



image














źródło ilustracji




Aha: wybór ilustracji do tekstu jest mój i tylko mój, póki co.


10.01.2017


.

Żółto wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie?


Śniłam właśnie, że w kolejnym nowym salonie24.pl próbowałam, korzystając ze swojego tutejszego konta blogerskiego, zamieścić jakiś komentarz. Obudziłam się przerażona, czy aby przez podjęcie takiej próby nie zostałam automatycznie zarejestrowana na Facebooku, ponieważ jak dotąd żadnego fejsbukowego konta nie posiadam, ale żadnego nie zamierzam również zakładać. Koszmar.

*

W swojej dziesięcioletniej przygodzie z salonem24, raz jeden, na przełomie roku 2008/2009, zadeklarowałam chęć odejścia na bezterminowy urlop, kiedy właściciele tego miejsca z dnia na dzień, bez żadnej zapowiedzi, zmienili starą wersję portalu na nową. Mój sprzeciw wzbudził wtedy nie tyle charakter tamtej zmiany, co głównie sposób jej wprowadzenia:

Nie podoba mi się nowy salon24. Jeszcze bardziej nie podoba mi się sposób zamknięcia starego salonu24. To metoda jak ta z brakiem teleranka 13 grudnia pamiętnego roku. Nie podobają mi się takie metody. 27 lat temu też mi się nie podobały. - [Que sera, sera - czyli odchodzę po raz pierwszy]

Przyjaciele mojego bloga powstrzymali mnie wtedy przed zamilknięciem, a bloger Blazio przy tamtej okazji przekonał mnie do archiwizowania nie tylko notek, ale również komentarzy, które same w sobie stanowiły wartość dopełniającą notkę, co przez pewien czas robiłam, dopóki z salonu24 (i z mojego bloga) nie zniknęli komentatorzy, dla których warto było podejmować trud zachowywania zapisów wymiany myśli, w której uczestniczyli. Koniec końców zostałam i zaczęłam pichcić notki dedykowane zdeklarowanym przyjaciołom i sympatykom bloga:

Rzuciłam ogólne dobranoc i zatrzasnąwszy drzwi salonu skierowałam się na upragniony odpoczynek. W drodze do sypialni usłyszałam za sobą Znajome Głosy. Zatrzymałam się więc i wdałam w niezobowiązującą wymianę zdań. Jedna z żegnających mnie Przemiłych Osób, powtarzając wielokrotnie dobranoc, dobranoc, nie dała mi zasnąć. Porzuciwszy więc myśl o spaniu, udałam się do kuchni, by oddać się kucharzeniu. Pichcę tutaj opowiastki dla Dobrych Znajomych. - [Od kuchni]

*

Miesiąc czy dwa miesiące wcześniej, jesienią 2008 roku, przy okazji święta zmarłych naszła mnie nieco prorocza refleksja nad śmiercią bloga:

Z wyczerpania tematów. Przez zwykłe porzucenie. Rozstrzelany banem. Tak umierają blogi. Co stanie się z moim blogiem, kiedy będę stąd odchodzić? Czy zostawię go na pastwę internetowych drapieżców? Spalę w krematorium skasowań? Zamknę w ciemnym grobowcu archiwum? A może umieszczę w szklanym sarkofagu – na wieczną rzeczy pamiątkę? - [Kiedy stąd odejdę, czyli jak umiera blog]

Cztery lata później, przy okazji śmierci któregoś z tutejszych blogerów, napisałam z kolei jak to jest, kiedy umiera autor bloga:

Od kiedy istnieją blogi, blogerzy umierają każdego dnia. W sposób spodziewany lub w sposób niespodziewany zostają bezpowrotnie i bezapelacyjnie odwołani sprzed swoich komputerów. Pozostaje po nich porzucony sprzęt: jakiś laptop, myszka, biurko, krzesło, kubek z kawą, filiżanka herbaty, niedokończona puszka piwa. Pozostawiają za sobą nie tylko osierocone rodziny, ale również osierocone blogi, pogrążone nagle w śmiertelnym milczeniu. - [Umarł bloger]


*

Czasami więc metablogowałam sobie w powyższy sposób, zasadniczo jednak od pamiętnego przełomu roku 2008/2009, niezależnie jakie nietrafne decyzje podejmowaliby w tym czasie właściciele tego miejsca, tutaj pisałam siebie jak dawniej, ale coraz bardziej głównie dla siebie, z pełną świadomością wad i ograniczeń stale zmieniającego się - moim zdaniem na niekorzyść - salonu24:

Jan pisał pod lipą, Jack pisał w toalecie, ja piszę tutaj. /.../ Zapisuję słowami kartki rozłożone na kiedyś szlachetnie niebieskim blacie mojego bloga, obecnie upstrzonym reklamami wsuniętymi pod szkło pokrywające mój internetowy stolik, otoczona innymi piszącymi. /.../ Panuje tutaj spory ruch, fachowo zwany ruchem internetowym. Panuje tutaj spory szum, fachowo zwany szumem informacyjnym. Ponieważ pisarz powinien pisać w miejscu, które w sposób optymalny stymuluje jego twórczość, piszę tutaj, ponieważ służą mi ruch i szum. Jean-Paul również regularnie nawiedzał ulubione kawiarnie, aby w ich szumie tworzyć. - [Gdzie piszą pisarze]


*

No właśnie: parę dni temu zniknęły resztki pierwotnej „szlachetnej niebieskości blogów” (nawet tej coraz bardziej pstrzonej reklamami), która zdaniem jednego z dawnych komentatorów bardzo pasowała do kameralnego charakteru moich tekstów. Co więcej: sukcesywnie od dłuższego czasu coraz mniej można tutaj znaleźć kameralnych klimatów, które kiedyś dawały zdrowy oddech od politycznego sporu. I jeszcze: również od dawna nie widać już pierwotnego ożywionego zainteresowania tym miejscem, ale po najostatniejszych zmianach organizacji oraz funkcjonowania salonu24 nawet niedawny jeszcze spory ruch internetowy będzie pewnie zamierać. Stało się żółto wszędzie i głucho wszędzie. Co to będzie?



Dedykacja

Powyższą notkę w sposób szczególny dedykują Publicyście, ze słowami wdzięczności za życzliwe zainteresowanie moimi dotychczasowymi tekstami, ale też ze słowami współczucia z powodu arogancji, z jaką został potraktowany wraz z innymi autorami tzw. lubczasopism, będących skądinąd jednym z wielu nie do końca przemyślanych pomysłów zarządców salonu24.pl.


08.01.2017

.

Niemoralna propozycja. Dialogi z Ulpianem


MOTTO:  Grzechy cudze: Grzech czwarty: Pobudzać innych do grzechu.


U Freemana:

PROWINCJAŁKA:

Ulpanie, uważam nowy system, nowy regulamin salonu24, za dobry i sprawiedliwy.

ULPIAN:

To po prostu zostaniemy przy swoich zdaniach.

Ja uważam, że karze się konkretne zachowanie. W związku z tym mogę być ukarany wtedy, gdy: sam bluzgam, dopuszczam do bluzg na moim blogu, je akceptuję i popieram. Nie zgadzam się na karanie mnie, w jakiejkolwiek formie tylko dlatego, że na moim blogu będą bywać (nie bluzgać - bo na to nie pozwolę) osoby, które administracja uważa za bluzgające (kryteria administracji bywają przy tym nie zawsze jasne i sprawiedliwe). Ale oczywiście możesz uważać inaczej.




U Followa:

PROWINCJAŁKA:

W moim odczuciu zaproponowany system jest fair. Nie sądzę, że przy takim "rozroście" s24, z jakim mamy do czynienia zapewnienie absolutnej wolności słowa, czego domagają się najbardziej radykalni protestujący, jest realna. A więc - dla mnie - sprawa jest jasna: nie popieram mrzonek.

Co proponuję? Pisałam o tym wczoraj u Freemana: umieszczenie na SG wyraźnego linku do "piwnicy". "Piwnica" może być naprawdę ciekawym miejscem. Porównywałam to rozwiązanie do kawiarni "Na Rozdrożu": sala na górze dla "niepalących" oraz strzałka do pubu w piwnicy - "dla palących". Dla mnie to proste i logiczne.

ULPIAN:

Dla mnie jednak ten mechanizm domyślnej blokady moją ręką - z obietnicą nagrody - SG - jest niemoralny. Gdybym dostał piwnicę czy nosg za bluzganie na moim blogu przez ludzi z nosg, którym zaufałem i których chamskich komentarzy nie kasowałbym, to bym zrozumiał. Może jestem za pryncypialny? Ale dlaczego tę dwuznaczność widzą tak różne osoby jak: Tichy (naukowiec, z dala od Polski), Mimochodem, Voit, Pani Łyżeczka (napisała o tym w notce), Parakalein. Wiem, że część osób tak tego nie widzi. Ale nawet Prowincjałka, o ile ją dobrze rozumiem, też widzi dwuznaczność, a tylko stwierdza, że administracja ma prawo takie rozwiązanie wprowadzić, bo to jej portal.
PROWINCJAŁKA:
Piszesz: „Dla mnie jednak ten mechanizm domyślnej blokady moją ręką - z obietnicą nagrody - SG - jest niemoralny”. - Ulpianie, a w którym miejscu odblokowującym listę nosg obiecano SG??? Już bliżej rzeczywistości jest Mimochodem z określeniem tej praktyki jako "kary" (chociaż ja się z jego sformułowaniem również nie zgadzam).
Mówisz też: „Ale nawet Prowincjałka, o ile ją dobrze rozumiem, też widzi dwuznaczność, a tylko stwierdza, że administracja ma prawo takie rozwiązanie wprowadzić, bo to jej portal.” - Nie widzę innego rozwiązania dla zaprowadzenia porządku na SG. Staram się zrozumieć intencje administracji: na SG nie ma być przypadkowości w blokowaniu wypowiedzi niekulturalnych, kulturalnie rzecz nazywając.
I jeszcze to. Napisałeś: "Gdybym dostał piwnicę”... - A co takiego złego jest w tej "piwnicy"? Notki wielu piszących tutaj pewnie nigdy nie widziały SG.
ULPIAN:
Masz założoną blokadę - automatycznie Twoja notka (każda!) ukaże się na tzw. stronie bocznej po prawej i komentarze do niej też. Jeżeli masz wyłączoną blokadę - Twoja notka (żadna!) nie pokaże się na tzw. stronie bocznej strony głównej po prawej i komentarze do twojej notki też nie będą widoczne. Mimochodem mówi, że druga sytuacja jest karą za zdjęcie blokady, ja, że pierwsza nagrodą za jej utrzymanie, ale obaj mówimy o tym samym. To, czy notka trafi na SG środkową zależy już od oceny administracji, aczkolwiek jak masz zdjętą blokadę, to na pewno tam nie trafi (tu już tylko kara).
Na stronie bocznej strony głównej lądowała każda notka nowa i każda, do której pojawił się nowy komentarz. W ten sposób wchodziłem np. na blogi partyzanta, styx czy katrine ze zdjęciami, bo administracja takich blogów nie doceniała umieszczeniem na tzw. środkowej stronie głównej. Strona boczna pozwalała mi też odkryć nowe blogi (niekoniecznie z klucza administracji) i zobaczyć, gdzie trwa dyskusja. Teraz nie zobaczę nowych tekstów "piwnicznych" i komentarzy pod ich tekstami w ogóle na tej stronie bocznej. To kara za zdjęcie blokady. Strona środkowa, to inna parafia. Aczkolwiek np. teksty Leszka.Sopot, Voit, Teresy Bochwic (piwniczni!) często trafiały na środkową. Teraz nie trafią. Podoba Ci się ten system?
PROWINCJAŁKA:
Piszesz: „Jeżeli masz wyłączoną blokadę - Twoja notka (żadna!) nie pokaże się na tzw. stronie bocznej strony głównej po prawej i komentarze do twojej notki też nie będą widoczne.”
Są wejścia przez działy, przez kalendarz... Ale wiem, o co chodzi. Dlatego od początku powtarzam, że - aby system był w pełni fair - powinna być "pod-strona główna" (nowy dział pt "Piwnica" - nazwa do ustalenia), tak jak jest "Polityka", "Nauka", czy "Salonik Kameralny"). Bo widzisz, ja nie traktuję ani SG jako nagrody, ani "piwnicy" jako kary.
ULPIAN:
Pisząc o nagrodzie i karze mam na myśli, że: 1. każdy piszący, czy zamieszczający zdjęcie, chciałby, aby inni mogli zauważyć, że coś napisał, mieli szansę przeczytać i skomentować; 2. jak ktoś mi odbiera taką możliwość dotarcia do czytelników albo ją daje (za jakieś zachowanie, które naganne nie jest, bo nie za bluzganie a za samo zdjęcie blokady eliminujących niektórych z rozmowy u mnie), to mogę to nazwać karą lub nagrodą; 3. dodatkowo karze lub nagradza tak innych utrudniając mi dostęp do ich tekstów.
Idę spać. Mam nadzieję, że potrafiłem Ci wytłumaczyć, że wiele osób bardzo polubiło stronę boczną jako umożliwiającą szybki wgląd w to, co się publikuje i komentuje na S24. W dodatku tam trafiały WSZYSTKIE notki i WSZYSTKIE komentarze (nie tylko te polecane przez administrację). W starym Salonie tej opcji (strony bocznej) nie było. Żadna zakładka tego nie zastąpi, tym bardziej, że zakładki (te z lewej) są redagowane mało czytelnie (klucz, kolejność, widoczność komentarzy). Sama obejrzyj.
Odcięcie od tego plus wykluczenie z możliwości znalezienia się na środowej części SG w naszym odczuciu stworzyło system kary i nagrody w zamian za "coś" - wiadomo, za co. Pozdrawiam i mam nadzieję, że decydenci dojdą do porozumienia.
PROWINCJAŁKA:
Z natury jestem optymistką. Wierzę, że wszyscy wyjdziemy na prostą. Do poduszeczki (jeśli nie znasz) - różnica miedzy pesymistą a optymistą: Pesymista (smutno): - No już gorzej być nie może! Optymista (radośnie): - Może, może!!! Dobranoc.

U Eumenesa:
PROWINCJAŁKA:
Ulpianie, piszesz: „Warto czytać, warto słuchać, warto myśleć.” Tak, warto. Zasadniczo - od początku - prezentuję stanowisko zbliżone do Eumenesowego, popierające nowe rozwiązania regulaminowe. Rozważam też problem, który Ty już wcześniej podniosłeś: "niemoralnej propozycji" wbudowanej w nowy regulamin. To jest jedyny argument przeciwko niemu, jaki do mnie przemówił.
To faktycznie jest delikatna sprawa, której początkowo jakby nie zauważyłam. Piszę "jakby", ponieważ wiedziałam, że w nowa regulacja zawiera mechanizm wymagający ode mnie wyboru, ale od razu uznałam, że ja sobie z tym wyborem (i odpowiedzialnością za dokonany wybór) wewnętrznie poradzę (niezależnie który przycisk zdecyduję się nacisnąć).
Ale może faktycznie nie należy "systemowo" stawiać ludzi przed takimi dylematami? Co innego, gdy w grę wchodzi "samo życie", które nie szczędzi nam okazji do wyborów moralnych, i to często o wiele poważniejszych?... Może?... Pozostawiam ten znak zapytania.
ULPIAN:
Cieszę się bardzo, że dostrzegłaś ten delikatny mechanizm wyboru. Można go różnie oceniać - także tak jak Ty - że wezmę za swój wybór świadomą odpowiedzialność. Moje obawy budzi, że słyszę też wypowiedzi, z których wynika, że ktoś nie wnika w winę i karę tych z nosg, ale wybiera zgodnie z wolą administracji, gdyż zależy mu na SG. Zgadzam się, że ten salonowy wybór, to malutki wybór w skali naszych wielkich życiowych wyborów. Ale co będzie, jeżeli także te inne życiowe wybory zaczniemy cedować na innych (aby w zamian dostać zamożne życie, czy jakieś tam uznanie), tak jak za nas administracja wybierze tych, którzy źli i nie należy z nimi rozmawiać. Część moich dyskutantów tutaj tego mechanizmu nie dostrzega. Może ja (i parę innych osób z piwnicy, bo w piwnicy są też ludzie i z innych powodów) jesteśmy przeczuleni? Reagujemy na każdą sytuację, w której ktoś chce wybierać za nas, albo skłaniać nas do wyboru jakąś korzyścią?
Z tym wyborem w ważnych sprawach moralnych jest też i tak, że pojawia pytanie, czy można postawić człowieka w sytuacji ekstremalnej, w której z jednej strony może wybrać łatwo i wygodnie, a wybór drugiej opcji będzie wręcz bohaterstwem. Przypomniał mi się św. Maksymilian Kolbe. Poszedł na śmierć za drugiego człowieka. Można powiedzieć - sam wybrał. Ale czy ten, kto ten wybór przed nim postawił, był człowiekiem moralnym. Moja odpowiedź jest jednoznaczna - był niemoralny. I znając rzeczywistość obozową - choćby z opowiadań Borowskiego - wielu wybrało inaczej - chcieli żyć.
Pewnie Eumenes się obruszy, że ten przykład i te rozważania nie mają nic wspólnego z wulgarnością na Stronie Głównej. Mam jednak przekonanie, że należy na to zwracać uwagę i w rzeczach małych. Nie wolno deprawować sumienia człowieka. Bo człowiek przywyka do złego. I po pewnym czasie będzie szedł ulicą nie zwracając uwagi na leżącego człowieka (bo na pewno pijak), nie pomoże głodnemu dziecku (bo zbiera na wódkę dla ojca), rozgrzeszy się z małych kłamstw popełnianych dla własnej wygody i odstępstw od zasad. Stąd ten mój nacisk na wrażliwość, którą w ludziach trzeba pielęgnować.
PROWINCJAŁKA:
Napisałeś: Nie wolno deprawować sumienia człowieka.” TAK, to jest jedyny/główny - jak wspomniałam - argument przeciwko zaproponowanemu systemowi, z którym mogę się w tej chwili zgodzić. `Futrzak w innym miejscu podniósł sporo zastrzeżeń technicznych, które też brzmiały przekonywująco, ale nie rodziły one takiego zagrożenia, jak ta "niemoralna propozycja".
ULPIAN:
Dla mnie to jest jedyny argument, który skłonił mnie do wyłączenia funkcji "Blokuj". Widziałem, że wiele osób w piwnicy czuje podobnie (może nie wyraża tego w ten sposób, ale widać to w ich wypowiedziach, czy porównaniach). Sumienie jest wszak czymś, co się "czuje" w sobie.
Kwestia, kto i za co trafił na nosg, to już dla mnie zupełnie inna kwestia. Nie miałbym oporów, aby zbanować kogoś za chamski tekst. Inna rzecz, że decyzje administracji są kontrowersyjne (co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że nie mogę oddać tego wyboru administracji).
A rozwiązania techniczne - zaakceptuję każde, które takiego mechanizmu nie będzie mieć wbudowanego.
Pora dla mnie późna, więc żegnam się optymistycznym: Może być jeszcze gorzej.
PROWINCJAŁKA:
Żeby sprawę dopowiedzieć do końca. Przeciwko nowej regulacji przemawia - w moim odczuciu - nie tyle treść kontestowanego mechanizmu, co sam mechanizm: "wodzący na pokuszenie".

I tym pesymistycznym akcentem kończę, życząc Ci dobrej nocy.

U Koteusza:
Dziękuję Ulpianowi. Kilka rozmów, które przeprowadziliśmy najpierw u Followa, a teraz u Eumenesa, pozwoliło mi dostrzec niebezpieczeństwo duchowe kryjące się w nowym regulaminie. Rozmowy te doprowadziły mnie do tej konkluzji: Przeciwko nowej regulacji przemawia - w moim odczuciu - nie tyle treść kontestowanego mechanizmu, co sam mechanizm: "wodzący na pokuszenie. Dziękuję tym, którzy przeciwko temu niebezpieczeństwu zaprotestowali. Przyznaję Wam rację.
ULPIAN:
Cieszę się, że Cię przekonaliśmy. Warto rozmawiać - gdy słuchamy się nawzajem.
PROWINCJAŁKA:
Nie, Ulpianie, tylko Ty potrafiłeś mnie przekonać. Swoim pierwotnym stanowiskiem sprowokowałam kilka rozmów z kilkoma osobami z grona kontestatorów, ale żadna z nich nie ukazała mi tej najgłębszej racji przeciwko nowemu systemowi, jedynej którą byłam w stanie zaakceptować.

Jak wspominałam w innym miejscu, dla mnie osobiście nowy system nie stanowił i nie stanowi problemu moralnego. Rozumiem wartość bycia na SG, ale potrafię się bez tego równie dobrze obejść. Potrafię ocenić aktualną listę
nosg i podjąć decyzję o dopuszczeniu znajdujących się na niej osób do komentowania na moim blogu lub nie. Ponieważ z natury jestem egocentrykiem, patrzyłam więc na nowy regulamin przede wszystkim przez pryzmat własnej osoby. Ty ukazałeś mi problem w szerszej perspektywie, a ja zrozumiałam Twoje racje.

Wobec wbudowanego w nowy mechanizm
niebezpieczeństwa duchowego (deprawacja sumień), które dzięki naszym rozmowom w pełni dostrzegłam, cieszę się, że mechanizm ten został przez kogoś (nie przeze mnie - zdarza się) zakwestionowany. Zobaczymy, co będzie dalej.




01.12.2009


KOMENTARZE - tutaj


.

Que sera, sera - czyli odchodzę po raz pierwszy


Wyczyściłam dzisiaj swój tutejszy blog z wszystkich notek administracyjnie przeniesionych ze starego salonu24, następnie ogołociłam profil, a teraz idę na bezterminowy urlop. Nie podoba mi się nowy salon24. Jeszcze bardziej nie podoba mi się sposób zamknięcia starego salonu24. To metoda jak ta z brakiem teleranka 13 grudnia pamiętnego roku. Nie podobają mi się takie metody. 27 lat temu też mi się nie podobały. Notki archiwalne znajdują się: tutaj i/lub tam.


28.12.2008


KOMENTARZE - tutaj


oryginał notki w dawnym dobrym szaro-niebieskim salonie24.pl:
















.